Duchowość człowieka nie znosi próżni
Jeśli serce nie napełnia się Bogiem, otwiera się na zło, czyli szatana
Wprowadzenie
Teza, że duchowość człowieka nie znosi próżni, ma bardzo mocne zakorzenienie w Biblii i w tradycji chrześcijańskiej. W jednym zdaniu streszcza intuicję, którą rozwijali św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, Blaise Pascal, ojcowie pustyni, św. Ignacy Loyola, mistrzowie modlitwy hezychastycznej, Jan Paweł II i wielu współczesnych egzorcystów. Sama tradycja Kościoła zarówno ją potwierdza, jak i doprecyzowuje w kilku ważnych punktach. Dlatego warto przyjrzeć się jej dokładnie: skąd pochodzi, co dokładnie znaczy, gdzie wymaga zastrzeżeń i jakie praktyczne wnioski z niej płyną.
Część I. Fundament biblijny: dom „niezajęty”
Przypowieść o powracającym duchu
Najbardziej bezpośrednią podstawą tezy jest przypowieść Jezusa o duchu nieczystym (Mt 12,43–45; Łk 11,24–26). Duch opuszcza człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szuka spoczynku i go nie znajduje. Postanawia wrócić do swojego dawnego domu. Znajduje go wymieciony i przyozdobiony, a u Mateusza dodatkowo „niezajęty”. Greckie słowo scholazonta oznacza pusty, wolny, bezczynny. Wtedy duch przyprowadza siedmiu innych, gorszych od siebie, i „stan końcowy tego człowieka gorszy jest niż pierwszy”.
Kontekst, bez którego przypowieść traci sens
Rozdział 12 Ewangelii Mateusza ma bardzo przemyślaną konstrukcję, a przypowieść o powracającym duchu jest jego kulminacją:
- Jezus uzdrawia opętanego, który był niewidomy i niemy (12,22).
- Faryzeusze twierdzą, że wyrzuca demony mocą Belzebuba (12,24).
- Jezus odpowiada, że królestwo wewnętrznie skłócone nie przetrwa. Dodaje, że skoro wyrzuca złe duchy mocą Ducha Bożego, to królestwo Boże już nadeszło (12,28).
- Pojawia się obraz siłacza, którego trzeba najpierw związać, żeby złupić jego dom (12,29).
- Jezus mówi: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie” (12,30; por. Łk 11,23). W sferze duchowej nie ma neutralnego gruntu.
- Następuje ostrzeżenie przed grzechem przeciw Duchowi Świętemu (12,31–32).
- Drzewo poznaje się po owocach, a „z obfitości serca mówią usta” (12,33–35). To zdanie jest dla tezy kluczowe: serce zawsze jest czymś wypełnione i to „coś” wychodzi na zewnątrz.
- Faryzeusze żądają znaku i słyszą o znaku Jonasza (12,38–42).
- Dopiero teraz pada przypowieść o duchu nieczystym (12,43–45).
- Rozdział kończy się sceną z Matką i braćmi Jezusa (12,46–50).
Cały rozdział jest więc o tym, kto mieszka w człowieku i czyją mocą się działa. Przypowieść nie jest luźną anegdotą o demonologii, tylko puentą długiego sporu.
Szczegóły obrazu
„Miejsca bezwodne”. W wyobraźni biblijnej pustkowie było siedzibą złych duchów. Widać to w proroctwach Izajasza o zrujnowanych miastach, gdzie zamieszkują dzikie i upiorne stworzenia (Iz 13,21; 34,14), w Księdze Tobiasza, gdzie demon Asmodeusz ucieka do pustyń Egiptu (Tb 8,3), i w obrzędzie kozła dla Azazela wypędzanego na pustynię (Kpł 16). Duch nieczysty „nie znajduje spoczynku”, co brzmi jak mroczne odwrócenie Augustynowego „niespokojnego serca”. Człowiek bez Boga jest niespokojny, ale zło bez człowieka też jest niespokojne, bo jest pasożytnicze i potrzebuje żywiciela.
„Dom”. Człowiek jako dom albo świątynia to stały motyw Nowego Testamentu. Ciało jest świątynią Ducha Świętego (1 Kor 6,19). Chrystus ma mieszkać przez wiarę w naszych sercach (Ef 3,17). Najmocniejsze jest jednak J 14,23: kto kocha Jezusa i zachowuje Jego naukę, do tego Ojciec i Syn przyjdą i zamieszkają u niego. Dom jest więc przeznaczony na zamieszkanie Boga. Pustka nie jest stanem neutralnym, tylko niewykorzystanym przeznaczeniem.
„Niezajęty, wymieciony, przyozdobiony”. Trzy określenia układają się w znaczącą sekwencję. Dom jest wyczyszczony i nawet ładny, ale nikt w nim nie mieszka. Gospodarz się nie pojawił. Problemem nie był brud, tylko pustka. Wielu egzegetów czyta to jako przestrogę przed samą moralną „poprawą” bez żywej relacji z Bogiem: człowiek pozbył się zła, ale nikogo nie zaprosił na jego miejsce.
„Siedmiu duchów złośliwszych”. Siódemka oznacza w Biblii pełnię. Chodzi więc o całkowite zawładnięcie człowiekiem. Dla porównania: o Marii Magdalenie Ewangelia mówi, że wyszło z niej siedem złych duchów (Łk 8,2), czyli że była zniewolona całkowicie i całkowicie uwolniona.
Klucz interpretacyjny: co następuje po przypowieści
Obaj ewangeliści umieszczają zaraz po przypowieści scenę, która odpowiada na pytanie, czym napełnić pusty dom.
- U Mateusza (12,46–50) przychodzą Matka i bracia Jezusa. On wskazuje na uczniów i mówi, że Jego bratem, siostrą i matką jest ten, kto pełni wolę Ojca.
- U Łukasza (11,27–28) kobieta z tłumu błogosławi łono, które Go nosiło, a Jezus odpowiada: „Błogosławieni raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.
Odpowiedź jest więc wpisana w sam tekst. Dom napełnia się przez słuchanie słowa i pełnienie woli Ojca, czyli przez wejście w rodzinę Jezusa. Pusty dom z przypowieści i rodzinny dom Jezusa są dwoma przeciwnymi biegunami.
Warto też zobaczyć, co u Łukasza stoi tuż przed przypowieścią. Mocarz w zbroi strzeże swojego pałacu, dopóki nie przyjdzie mocniejszy i nie odbierze mu broni (Łk 11,21–22). Człowiek nie jest więc nigdy „sam u siebie”. Zawsze jest pytanie, który z mocarzy pilnuje domu.
Wymiar wspólnotowy i ostrzeżenie dla nawróconych
Mateusz kończy przypowieść zdaniem: „Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem” (12,45). Jezus odnosi ją więc nie tylko do jednostek, ale do całego pokolenia, które widziało Jego znaki, a mimo to Go nie przyjęło. Ostrzeżenie dotyczy też społeczeństw, co prowadzi prosto do myśli Jana Pawła II o „ideologiach zła” (część V).
Bardzo mocną paralelę mamy w Drugim Liście Piotra (2,20–22). Ci, którzy poznali Chrystusa i uciekli od zepsucia świata, a potem znów w nie wpadli, są w gorszym stanie niż na początku. Autor dodaje dwa dosadne przysłowia: o psie, który wraca do swoich wymiocin, i o umytej świni, która wraca do błota. Echo przypowieści jest tu niemal dosłowne. W tradycji chrześcijańskiej często czytano te teksty jako ostrzeżenie dla ochrzczonych, którzy po doświadczeniu łaski wracają do dawnego życia.
Inne teksty biblijne o „miejscu” dla zła
- Ef 4,27: „Nie dawajcie miejsca diabłu”. Greckie topos znaczy dosłownie „miejsce, przestrzeń”. Zło potrzebuje miejsca, żeby się zadomowić.
- 1 P 5,8: przeciwnik, diabeł, krąży jak lew ryczący i szuka, kogo pożreć. Zło jest czujne i wypatruje okazji.
- Rz 1,21–25: Paweł opisuje sam mechanizm. Ludzie, którzy poznali Boga, ale nie oddali Mu czci, popadli w ciemność myśli. Zamienili chwałę Boga na wyobrażenia stworzeń i zaczęli czcić stworzenie zamiast Stwórcy. To jest dokładnie dynamika „próżni”: odrzucenie Boga nie prowadzi do pustki, tylko do bałwochwalstwa.
Zastosowanie praktyczne
Przypowieść opisuje zjawisko, które zna każdy duszpasterz i terapeuta:
- Ktoś przeżywa nawrócenie, rekolekcje albo dobrą spowiedź i „wymiata dom”. Jeśli potem nie buduje modlitwy, wspólnoty i relacji z Bogiem, po kilku tygodniach wraca do dawnych grzechów, często z większą siłą i z dodatkowym zniechęceniem.
- W terapii uzależnień mówi się o „suchym alkoholiku” (ang. dry drunk), czyli kimś, kto przestał pić, ale nie zmienił życia. Pustka po alkoholu zostaje niewypełniona, a nawrót bywa gwałtowniejszy niż wcześniejsze picie.
Lekcja jest prosta: samo oczyszczenie to dopiero połowa drogi.
Część II. Św. Augustyn: serce nigdy nie stoi puste
Niespokojne serce
Najsłynniejsze zdanie Wyznań (I,1) brzmi: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Człowiek został stworzony dla Boga i dlatego nic poza Nim nie daje mu ostatecznego spoczynku. Augustyn nie poprzestał jednak na tej intuicji. Jego teoria zła precyzuje tezę o „próżni” w kilku kluczowych punktach.
Droga przez dualizm
Zanim Augustyn sformułował swoją teorię zła, przez około dziewięć lat był manichejczykiem (Wyznania IV,1). Manicheizm głosił, że istnieją dwie równorzędne zasady, Światło i Ciemność, a zło jest realną substancją, rodzajem materii.
Augustyn szczerze przyznaje w Wyznaniach (V,10), dlaczego ta nauka mu odpowiadała. Mógł myśleć, że to nie on grzeszy, tylko jakaś obca natura w nim. Dualizm zdejmował odpowiedzialność. Ma to znaczenie także dziś: jeśli mówimy o szatanie w sposób, który przerzuca na niego całą winę, wracamy w pewnym sensie do manicheizmu.
Przełom: wszystko, co istnieje, jest dobre
Pod wpływem lektury neoplatoników Augustyn dochodzi do wniosku, który zapisuje w Wyznaniach (VII,12): quaecumque sunt, bona sunt, czyli „cokolwiek istnieje, jest dobre”. Zło, którego pochodzenia szukał, nie jest substancją.
W Enchiridionie (11) daje słynną definicję: zło to nic innego jak brak dobra (privatio boni), czyli brak dobra, które powinno być. Ilustruje to analogią medyczną. Choroba i rana nie są „czymś”, co siedzi w ciele, tylko brakiem zdrowia. Kiedy następuje uzdrowienie, choroba nie przenosi się gdzie indziej, po prostu przestaje istnieć.
W tym sensie sama „próżnia” po Bogu jest już pewną formą zła, a nie tylko pustym pomieszczeniem, które czeka na lokatora.
Diabeł jest dobry z natury, a zły z wyboru
Z tej teorii płynie konsekwencja, którą Kościół uroczyście potwierdził na Soborze Laterańskim IV (1215), a Katechizm przywołuje w punkcie 391: Diabolus enim et alii daemones a Deo quidem natura creati sunt boni, sed ipsi per se facti sunt mali. Diabeł i inne demony zostały stworzone przez Boga dobrymi z natury, ale same z siebie stały się złe.
Wynika z tego, że:
- nie istnieje byt absolutnie zły, bo totalne zło unicestwiłoby samo siebie;
- nawet szatan „żyje” z dobra, które otrzymał (istnienia, inteligencji, mocy), tylko używa go przeciw Dawcy;
- zło jest zawsze pasożytem na dobru, tak jak duch z przypowieści potrzebuje cudzego domu.
Skąd się bierze zła wola? „Przyczyna niedostateczna”
To jedno z najgłębszych miejsc w całej teologii. W Państwie Bożym (XII,6–7) Augustyn pyta, co jest przyczyną złej woli. Odpowiada, że nie ma ona przyczyny sprawczej (causa efficiens), tylko przyczynę niedostateczną (causa deficiens). Zła wola nie jest „wytworzeniem” czegoś, tylko odpadnięciem, odwróceniem się od wyższego dobra ku niższemu. Dodaje, że szukać przyczyny złej woli to jak próbować zobaczyć ciemność albo usłyszeć ciszę: poznajemy je tylko przez brak światła i dźwięku.
W ujęciu Augustyna zło nie zaczyna się więc od tego, że coś złego wchodzi do serca. Zaczyna się od tego, że serce odwraca się od Boga, czyli właśnie od powstania próżni. Dopiero w tę próżnię wchodzą nieuporządkowane miłości, a przez nie działanie złego ducha.
Miłość jako ciężar: grzech jako nieuporządkowana miłość
Augustyn pisze: pondus meum amor meus, „moja miłość jest moim ciężarem” (Wyznania XIII,9). Miłość jest jak siła ciążenia, która zawsze dokądś człowieka niesie. Grzech to odwrócenie się od Boga i zwrócenie ku stworzeniom (aversio a Deo, conversio ad creaturam). Człowiek więc nigdy nie przestaje kochać. Pytanie brzmi tylko, co kocha najbardziej, czyli jaki jest porządek jego miłości (ordo amoris).
Dwie miłości, dwa państwa
Najsłynniejsze zdanie Państwa Bożego (XIV,28) brzmi: Fecerunt itaque civitates duas amores duo, „dwie miłości zbudowały dwa państwa”. Miłość siebie posunięta aż do pogardy Boga zbudowała państwo ziemskie. Miłość Boga posunięta aż do pogardy siebie zbudowała państwo niebieskie.
Według Augustyna miejsce po Bogu najpierw zajmuje nie pieniądz ani przyjemność, ale własne „ja”, czyli pycha. Powołuje się na Mądrość Syracha (10,13 w Wulgacie): initium omnis peccati superbia, „początkiem wszelkiego grzechu jest pycha”. Wszystkie inne bożki są w gruncie rzeczy przedłużeniem tego pierwszego.
Czy „brak” to coś mało realnego?
Częsty zarzut wobec teorii Augustyna brzmi tak: skoro zło jest „niczym”, to czy nie bagatelizuje się cierpienia i okrucieństwa? Obrońcy tej teorii odpowiadają, że brak jest jak najbardziej realny. Ślepota jest „tylko” brakiem wzroku, a przecież realnie niszczy życie. Dziura w łodzi jest „niczym”, a jednak łódź tonie.
Niektórzy współcześni filozofowie wskazują przypadki trudne, np. sadystyczną przyjemność z cudzego cierpienia, która wydaje się czymś pozytywnym, a nie brakiem. Tomiści odpowiadają, że nawet tam działają realne władze człowieka (wola, uczucia, inteligencja), tylko skierowane na niewłaściwy przedmiot. Złem jest samo to nieuporządkowanie. Ta dyskusja trwa w filozofii do dziś.
Co z tego wynika dla tezy
Augustyn wnosi ważne doprecyzowanie. Serce nie znosi próżni nie dlatego, że szatan mechanicznie „wpada” w puste miejsce. Człowiek z natury musi coś czcić i zawsze coś kocha, a jeśli nie Boga, to postawi na Jego miejscu coś innego. Odwrócenie się od Boga samo jest początkiem zła, a w powstałą lukę wchodzą bożki, przez które zło zyskuje dostęp do człowieka.
Część III. Tomasz z Akwinu i Pascal: katalog „zamienników”
Św. Tomasz w Sumie teologicznej (I-II, q. 2) systematycznie bada, w czym ludzie szukają ostatecznego szczęścia. Rozważa bogactwo, zaszczyty, sławę, władzę, zdrowie i dobra ciała, przyjemność, a nawet dobra duszy. Pokazuje, że żadne z nich nie może być celem ostatecznym, bo każde jest skończone, a pragnienie człowieka jest nieskończone. To w gruncie rzeczy katalog tego, czym ludzie próbują wypełnić miejsce przeznaczone dla Boga.
Pascal w Myślach (fr. 148 wg Lafumy, 425 wg Brunschvicga) opisuje człowieka, który daremnie próbuje wypełnić wewnętrzną otchłań wszystkim, co go otacza. Ta nieskończona otchłań może zostać wypełniona tylko przez przedmiot nieskończony i niezmienny, czyli przez samego Boga. Stąd wzięło się popularne, choć niedosłowne określenie „pustka w kształcie Boga”.
Część IV. Nauczanie Kościoła
- KKK 27: pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, ponieważ został stworzony przez Boga i dla Boga.
- KKK 2113: bałwochwalstwo nie dotyczy tylko pogańskich kultów. Człowiek popełnia je zawsze, gdy czci stworzenie zamiast Boga. Katechizm wymienia tu bogów lub demony (satanizm), władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo i pieniądz.
- KKK 2116–2117: wróżbiarstwo, horoskopy, magia i spirytyzm są sprzeczne z czcią należną Bogu. Egzorcyści najczęściej nazywają właśnie te obszary „otwartymi drzwiami” dla złego ducha. Bardzo często sięgają po nie ludzie z duchową pustką, którzy szukają sensu, kontroli lub pocieszenia.
- KKK 391: za Soborem Laterańskim IV Katechizm uczy, że szatan i demony zostały stworzone dobrymi, a złymi stały się z własnego wyboru.
- KKK 395: moc szatana nie jest nieskończona, bo jest on tylko stworzeniem.
Część V. Jan Paweł II: „ideologie zła”
Okoliczności powstania
Książka Pamięć i tożsamość ukazała się w 2005 roku, na krótko przed śmiercią papieża. Jej podstawą były rozmowy, które Jan Paweł II prowadził w 1993 roku w Castel Gandolfo z dwoma polskimi filozofami: Krzysztofem Michalskim i ks. Józefem Tischnerem. Pierwsze rozdziały noszą tytuły „Ideologie zła” i „Granica nałożona złu”.
Genealogia: od istnienia do myślenia
Papież stawia tezę, która dobrze ilustruje „próżnię” w skali całej kultury. Jego zdaniem przełom nastąpił w filozofii nowożytnej, symbolicznie z Kartezjuszem i jego cogito ergo sum.
- W myśleniu przedkartezjańskim punktem wyjścia było istnienie (esse), a Bóg był pełnią istnienia i źródłem wszystkiego, co jest.
- Po Kartezjuszu punktem wyjścia staje się świadomość. Bóg zaczyna być traktowany jako treść ludzkiego umysłu, a nie jako fundament rzeczywistości.
- Skoro Bóg jest „wewnątrz” świadomości, człowiek stopniowo zaczyna sam decydować o tym, co dobre, a co złe, bez odniesienia do Stwórcy.
W tę lukę po Bogu jako mierze dobra i zła weszły według papieża ideologie XX wieku. Nazizm uznał, że naród (w rozumieniu rasowym) może decydować o życiu i śmierci innych. Komunizm przypisał to prawo klasie i partii. Obie ideologie, odrzuciwszy Boga, przejęły Jego miejsce i Jego prerogatywy.
Zasięg tej tezy jest szeroki: nie chodzi o pojedynczego człowieka, ale o kulturę, która opróżnia się z Boga, a potem wypełnia czymś znacznie gorszym. To w gruncie rzeczy Mt 12,43–45 odczytane w skali cywilizacji.
Granica nałożona złu
Papież, który sam przeżył okupację niemiecką i komunizm, zadaje pytanie, czy zło ma jakąś granicę. Odpowiada, że tak. Zauważa, że nazizm trwał kilkanaście lat, a komunizm kilka dziesięcioleci. Ostateczną granicą jest dla niego Boże Miłosierdzie, a więc Odkupienie dokonane przez Chrystusa. Bliska mu była tu duchowość św. Faustyny (zob. część XII). Nawet gdy próżnia wypełnia się złem na wielką skalę, Bóg nie oddaje historii w ręce zła.
Rozszerzenie na współczesność i spór o nie
W tej samej książce Jan Paweł II pyta, czy w demokratycznych społeczeństwach nie działa również jakaś „ideologia zła”, bardziej ukryta. Jako przykład podaje prawne dopuszczenie aborcji przez demokratycznie wybrane parlamenty. Wspomina także o naciskach na redefinicję rodziny.
Te fragmenty wywołały spory. Krytycy uważali zestawianie decyzji demokratycznych parlamentów z totalitaryzmami za nieuprawnione i krzywdzące. Obrońcy papieża odpowiadali, że nie chodziło mu o zrównanie ustrojów, tylko o wskazanie wspólnego mechanizmu: gdy brakuje obiektywnej miary dobra, większość może uznać, że ma prawo decydować o życiu słabszych. Niezależnie od oceny, ten wątek pokazuje, jak konsekwentnie papież stosował myśl o „próżni po Bogu” także do własnych czasów.
Wolność i prawda
Myśl ta wiąże się z encykliką Veritatis splendor (1993). Jej centralna teza mówi, że wolność oderwana od prawdy przestaje być wolnością i obraca się przeciw człowiekowi. Wolność jest zdolnością wyboru dobra, a nie kreowania dobra według własnego uznania. W języku tego dokumentu: wolność też nie znosi próżni. Gdy nie jest ukierunkowana na prawdę, zaczynają nią sterować namiętności, interesy i ideologie.
Warto przypomnieć też encyklikę o Duchu Świętym Dominum et vivificantem (1986). Papież opisuje tam materializm jako system, który radykalnie wyklucza Boga, i widzi w nim najbardziej wyrazistą formę oporu wobec Ducha Świętego.
„Niech zstąpi Duch Twój”
Najbardziej znaną odpowiedzią Jana Pawła II na duchową próżnię wytwarzaną przez ideologię nie był traktat, tylko modlitwa. 2 czerwca 1979 roku na placu Zwycięstwa w Warszawie, w państwie oficjalnie ateistycznym, wołał: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. To jest dokładnie logika przypowieści. Na system, który próbował opróżnić ludzi z Boga, papież nie odpowiedział samą krytyką, tylko wezwaniem, żeby dom napełnił się Duchem.
Część VI. Echa tej myśli w psychologii, literaturze i filozofii polityki
Zaskakujące jest to, że tę samą intuicję opisywali ludzie, którzy często używali języka zupełnie nieteologicznego.
Viktor Frankl, psychiatra, który przeżył Auschwitz, mówił o „próżni egzystencjalnej”, czyli poczuciu bezsensu, które objawia się m.in. nudą. Według niego tę próżnię często wypełnia „triada neurozy masowej”: depresja, agresja i uzależnienia. Jego opis zgadza się z tym, co szesnaście wieków wcześniej ojcowie pustyni nazywali acedią (część IX): pierwszym objawem pustki są nuda i niepokój.
Carl Gustav Jung w liście do Billa Wilsona, współzałożyciela Anonimowych Alkoholików (1961), napisał, że głód alkoholu jest na niskim poziomie odpowiednikiem duchowego pragnienia pełni i zjednoczenia z Bogiem. List zakończył formułą spiritus contra spiritum. Po łacinie spiritus oznacza zarówno alkohol, jak i ducha, więc alkohol można pokonać tylko Duchem. Cały program 12 kroków opiera się zresztą na zwróceniu się ku „Sile Wyższej”.
Fiodor Dostojewski dał powieści Biesy motto z Ewangelii o demonach, które weszły w stado świń (Łk 8). Pokazał w niej rewolucyjną ideologię jako swoiste opętanie ludzi, którzy odrzucili Boga. W Braciach Karamazow Iwan formułuje myśl, że jeśli nie ma Boga ani nieśmiertelności, to „wszystko wolno”.
Czesław Miłosz w Zniewolonym umyśle sięgnął po metaforę pigułek Murti-Binga z Nienasycenia Witkacego. Te pigułki dawały ludziom gotowy światopogląd i wewnętrzny spokój. Miłosz opisał w ten sposób, jak intelektualiści z duchową pustką i głodem sensu przyjmowali stalinizm.
Eric Voegelin i Raymond Aron nazywali totalitaryzmy „religiami politycznymi” lub „religiami świeckimi”. Miały one własne dogmaty, kapłanów, herezje i obietnicę zbawienia na ziemi.
Często cytuje się też zdanie przypisywane Chestertonowi, w rzeczywistości pochodzące od Émile’a Cammaertsa, który pisał o Chestertonie. Gdy ludzie przestają wierzyć w Boga, nie zaczynają wierzyć w nic, tylko we wszystko.
Część VII. Gdzie tezę trzeba doprecyzować
Teza jest mocna, ale w skrótowej formie „jeśli nie Bóg, to szatan” łatwo ją źle zrozumieć. Sama tradycja katolicka wnosi tu kilka istotnych zastrzeżeń.
a) Nie ma prostego podziału na „ludzi Boga” i „ludzi szatana”
Sobór Watykański II (Lumen gentium 16) uczy, że ci, którzy bez własnej winy nie znają Chrystusa, ale szczerym sercem szukają Boga i starają się pełnić Jego wolę poznaną przez sumienie, mogą osiągnąć zbawienie. Sumienie jest „sanktuarium”, w którym człowiek jest sam z Bogiem (Gaudium et spes 16). Bóg działa także w sercach, które nie nazywają Go po imieniu. Uczciwy, dobry niewierzący nie jest więc automatycznie „napełniony złem”.
Ten sam punkt Lumen gentium 16 od razu jednak dodaje, że ludzie często, zwiedzeni przez Złego, zamieniają prawdę Bożą na kłamstwo i służą stworzeniu zamiast Stwórcy. Sobór trzyma więc obie prawdy jednocześnie: łaska działa szerzej, niż widzimy, a niebezpieczeństwo jest realne.
b) Szatan nie jest drugim bogiem
Chrześcijaństwo odrzuca dualizm. Katechizm (KKK 395) podkreśla, że moc szatana nie jest nieskończona, bo jest on tylko stworzeniem. C.S. Lewis ostrzegał przed dwoma przeciwstawnymi błędami: niewiarą w istnienie diabła oraz wiarą połączoną z przesadnym, niezdrowym zainteresowaniem nim. Gdy lęk przed szatanem zajmuje w sercu więcej miejsca niż ufność wobec Boga, zło paradoksalnie znów trafia do centrum.
c) Sama religijność też może być pusta
W przypowieści dom był „przyozdobiony”. W tym samym rozdziale Mateusza (12,24) bardzo religijni faryzeusze przypisują dzieła Jezusa Belzebubowi. Forma religijna bez miłości, czyli pycha, fanatyzm i bezlitosne osądzanie innych, również staje się przestrzenią dla zła. Św. Ignacy opisał to szczegółowo w regułach o „aniele światłości” (część X).
d) Nie wszystko jest demoniczne
Kościół wymaga, by przed egzorcyzmem upewnić się, że nie chodzi o chorobę psychiczną (KKK 1673). Depresja, lęki czy uzależnienia często wymagają lekarza i terapeuty, a nie tylko modlitwy. Zdrowa tradycja łączy jedno z drugim.
e) Perspektywa niewierzących
Osoby niereligijne odpowiadają, że sens i dobro można znaleźć w miłości do bliskich, uczciwej pracy, poznawaniu świata i sztuce. Wskazują też, że silnie zsekularyzowane społeczeństwa, np. skandynawskie, nie są bardziej przestępcze od religijnych. Wierzący zwykle odpowiadają, że te dobra same są śladami Boga, a pytanie dotyczy nie tylko zewnętrznego zachowania, lecz ostatecznego ukierunkowania serca. To spór światopoglądowy, którego nie da się rozstrzygnąć samymi danymi, ale warto znać oba stanowiska.
Część VIII. Jak działa zło: pokusa, grzech i działanie nadzwyczajne
Działanie zwyczajne i nadzwyczajne: rzadko spektakularnie
Kościół rozróżnia dwa rodzaje działania złego ducha:
- zwyczajne, czyli pokusę, której doświadcza każdy człowiek, także święci;
- nadzwyczajne, czyli m.in. dręczenie, opętanie czy nawiedzenie miejsc, które jest rzadkie.
To chyba najważniejsza praktyczna treść tezy. Duchowa pustka zwykle nie wypełnia się czymś jawnie demonicznym, tylko rzeczami pozornie niewinnymi. Może to być pogoń za pieniądzem, kult własnego „ja”, uzależnienie, ezoteryka „dla relaksu”, ideologia albo cynizm. C.S. Lewis w Listach starego diabła do młodego pokazuje właśnie tę strategię. Diabeł nie potrzebuje wielkich zbrodni. Wystarczy mu powolne odciąganie człowieka od Boga, bo najpewniejsza droga do piekła jest łagodna i stopniowa, bez ostrych zakrętów i drogowskazów.
Pokusa to jeszcze nie grzech
To fundamentalne rozróżnienie, które uwalnia wielu ludzi od niepotrzebnego lęku. Jezus był kuszony we wszystkim podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4,15). Samo doświadczenie pokusy nie jest więc winą, tylko polem walki.
List św. Jakuba (1,13–15) opisuje mechanizm. Bóg nikogo nie kusi. Każdego kusi jego własna pożądliwość, która go pociąga i nęci. Potem pożądliwość „poczyna” i rodzi grzech, a dojrzały grzech rodzi śmierć. To obraz stopniowego zajmowania domu.
Etapy pokusy: jak próżnia zostaje zajęta krok po kroku
Tradycja zachodnia (Augustyn, Grzegorz Wielki) wyróżniała trzy etapy: podsunięcie (suggestio), upodobanie (delectatio) i zgodę (consensus). Tradycja wschodnia, zwłaszcza św. Jan Klimak w Drabinie raju (stopień 15), opisała ten proces jeszcze dokładniej:
| Etap | Nazwa grecka | Co się dzieje | Czy to grzech? |
|---|---|---|---|
| 1 | prosbole (podsunięcie) | Myśl pojawia się w umyśle | Nie, to tylko „pukanie do drzwi” |
| 2 | syndyasmos (rozmowa) | Zaczynam z myślą „rozmawiać” i ją rozważać | Początek ryzyka |
| 3 | synkatathesis (zgoda) | Wewnętrznie się na nią zgadzam | Tak, tu zaczyna się grzech |
| 4 | aichmalosia (niewola) | Myśl porywa umysł wbrew woli | Skutek wcześniejszych zgód |
| 5 | pathos (namiętność) | Utrwalona skłonność, czyli nałóg | Stan, w którym „lokator” się zadomowił |
Wniosek ojców jest jednoznaczny: walczy się najłatwiej na samym początku. Tradycja widziała to w zaskakującej alegorii ostatniego wersetu Psalmu 137 o roztrzaskiwaniu niemowląt o skałę. Ojcowie, w tym Orygenes, Augustyn i św. Benedykt w Prologu do Reguły (28), czytali go duchowo: złe myśli trzeba rozbijać o skałę, którą jest Chrystus, póki są jeszcze małe. Nie zaprasza się ich do środka na rozmowę.
Grzech: ciężki, lekki i nałóg
Katechizm podaje trzy warunki grzechu ciężkiego (KKK 1857): materia jest poważna, człowiek ma pełną świadomość i wyraża dobrowolną zgodę. Jeśli któregoś warunku brakuje, grzech jest lżejszy albo wcale go nie ma.
Grzech lekki nie zrywa przymierza z Bogiem, ale osłabia miłość. Katechizm ostrzega jednak (KKK 1863), że świadomie popełniany i nieżałowany grzech lekki stopniowo przygotowuje do ciężkiego. To dokładnie dynamika przypowieści: dom nie zostaje przejęty od razu, tylko pokój po pokoju.
Powtarzany grzech rodzi wadę, czyli trwałą skłonność (KKK 1865). Zatwardziały nałóg jest jak lokator, który zameldował się na stałe. Jan Paweł II przeniósł tę logikę na poziom społeczny, mówiąc o strukturach grzechu (Sollicitudo rei socialis 36; KKK 1869). Wiele osobistych grzechów może z czasem utrwalić się w niesprawiedliwych instytucjach i zwyczajach, co łączy się z myślą o „ideologiach zła”.
Formy działania nadzwyczajnego
Egzorcyści, np. znany włoski egzorcysta ks. Gabriele Amorth, zwykle wyróżniają kilka form nadzwyczajnego działania złego ducha:
- dręczenie (vexatio), czyli ataki dotykające ciała lub okoliczności życia;
- nękanie (obsessio), czyli natrętne, gwałtowne myśli wykraczające poza zwykłą pokusę;
- opętanie (possessio), gdy zły duch czasowo przejmuje kontrolę nad ciałem, choć nigdy nad wolną wolą i duszą w sensie ostatecznym;
- nawiedzenie (infestatio), które dotyczy miejsc, przedmiotów lub zwierząt;
- zniewolenie (subiectio), czyli dobrowolne poddanie się złu, np. przez pakt lub praktyki okultystyczne.
Jako „drzwi” egzorcyści wymieniają najczęściej okultyzm, spirytyzm, wywoływanie duchów, magię, udział w rytuałach satanistycznych i poważne, trwałe życie w ciężkim grzechu.
Ostrożność Kościoła
Kościół podchodzi do tych spraw z dużą rezerwą:
- Egzorcyzm uroczysty może sprawować tylko kapłan, który otrzymał wyraźne pozwolenie biskupa (Kodeks prawa kanonicznego, kan. 1172).
- Przed egzorcyzmem trzeba upewnić się, że nie chodzi o chorobę psychiczną (KKK 1673). Obrzęd egzorcyzmów zaleca konsultację z lekarzami i psychiatrami.
- Tradycyjne znaki opętania, wymieniane już w Rytuale Rzymskim z 1614 roku, są bardzo specyficzne: mówienie lub rozumienie nieznanych języków, znajomość rzeczy ukrytych lub odległych oraz siła niewspółmierna do wieku i stanu. Nowy obrzęd z 1999 roku dodaje gwałtowną awersję do Boga, sakramentów i rzeczy świętych, ale wszystkie te znaki ocenia się łącznie i bardzo ostrożnie.
- Egzorcyści często powtarzają, że dobra spowiedź ma większą moc niż egzorcyzm. Zwyczajne środki łaski są najpotężniejszą obroną.
Uwaga o skrupułach
Jest jeszcze jedno zagrożenie, które warto nazwać. Niektórzy ludzie po lekturze o działaniu złego ducha zaczynają widzieć je wszędzie, boją się każdej myśli i każdą natrętną bluźnierczą myśl traktują jako dowód grzechu albo opętania.
Natrętne myśli, których człowiek nie chce, które go przerażają i z którymi walczy, nie są grzechem. Brakuje im zgody, czyli trzeciego etapu pokusy. Często są objawem zaburzeń lękowych, np. tzw. skrupulanctwa religijnego, które jest odmianą zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego. Tu potrzebny jest dobry, stały spowiednik, a często także terapeuta.
Sam św. Ignacy przeszedł w Manresie okres ciężkich skrupułów (Autobiografia 22–25) i z tego doświadczenia napisał osobne wskazówki o skrupułach (Ćwiczenia duchowe 345–351). Mistrz rozeznawania duchów wiedział z autopsji, że przesadny lęk przed grzechem też może być narzędziem nieprzyjaciela, bo odbiera pokój i odciąga od ufności.
Część IX. Acedia: anatomia duchowej próżni
Biblia, Augustyn i Jan Paweł II opisują zjawisko „próżni” z perspektywy teologii i historii. Mistrzowie duchowości opisali je od środka, z perspektywy codziennego doświadczenia.
Ewagriusz z Pontu i „demon południa”
Ewagriusz (IV wiek), mnich z pustyni egipskiej, opisał osiem głównych „złych myśli” (logismoi): obżarstwo, nieczystość, chciwość, smutek, gniew, acedię, próżną chwałę i pychę. To z tej listy wyrosła później tradycja siedmiu grzechów głównych.
Najgroźniejsza była według niego acedia, nazywana „demonem południa” (nawiązanie do Ps 91,6 w przekładzie greckim). W Praktikosie (12) opisuje ją z niezwykłą psychologiczną trafnością. Atakuje w środku dnia. Słońce zdaje się stać w miejscu, a dzień ciągnie się w nieskończoność. Mnich patrzy przez okno, czy ktoś nie przychodzi. Zaczyna nienawidzić miejsca, w którym jest, pracy, którą wykonuje, i braci, z którymi żyje. Pojawia się myśl, że gdzie indziej byłoby lepiej i że trzeba stąd odejść.
To jest dokładny opis duchowej próżni sprzed szesnastu wieków. Zgadza się też z tym, co Viktor Frankl nazwał „próżnią egzystencjalną”: jej pierwszym objawem jest nuda i niepokój.
Tomasz z Akwinu: czym jest acedia i co z niej wyrasta
Św. Tomasz (Summa theol. II-II, q. 35) definiuje acedię jako smutek z powodu dobra duchowego. Człowieka zaczyna nużyć i przygnębiać to, co jest jego najgłębszym dobrem, czyli relacja z Bogiem.
Za św. Grzegorzem Wielkim Tomasz wymienia „córki acedii”, czyli to, co z niej wyrasta:
- złośliwość,
- rozgoryczenie (rancor),
- małoduszność,
- rozpacz,
- ociężałość wobec przykazań,
- błądzenie umysłu ku rzeczom niedozwolonym (evagatio mentis circa illicita).
Ostatni punkt to klasyczna, scholastyczna wersja tezy o próżni. Umysł, który zobojętniał na Boga, nie zatrzymuje się w neutralności, tylko zaczyna krążyć wokół tego, co zakazane. Próżnia sama wytwarza ssanie.
Lekarstwa Ewagriusza: zostań w celi
Najważniejsza rada Ewagriusza na acedię brzmi paradoksalnie: nie uciekaj. W Praktikosie (28) przestrzega, żeby w czasie pokusy nie opuszczać celi pod pretekstem pozornie rozsądnych powodów. Acedia zawsze podsuwa myśl, że gdzie indziej, z innymi ludźmi i przy innym zajęciu byłoby lepiej. Ucieczka nie wypełnia pustki, tylko przenosi ją w inne miejsce.
Ten sam duch wyraża jedno z najsłynniejszych powiedzeń Ojców Pustyni, przypisywane abbie Mojżeszowi. Pewien brat poprosił go o radę i usłyszał, żeby poszedł, usiadł w swojej celi, a cela nauczy go wszystkiego.
Inne lekarstwa Ewagriusza:
- Rozmowa z własną duszą. Ewagriusz radzi (Praktikos 27) „podzielić duszę”: jedna część ma pocieszać drugą, tak jak w Psalmie 42: „Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo?”.
- Odpowiadanie słowem Bożym (antirrhesis). Ewagriusz napisał całe dzieło, Antirrhetikos, w którym na każdą złą myśl podaje werset Pisma, którym można jej odpowiedzieć. Wzorem jest Jezus kuszony na pustyni (Mt 4), który każdą pokusę odpiera słowami Pisma.
- Pamięć o śmierci. Świadomość, że czas jest ograniczony, przywraca wagę zwykłym dniom.
- Obietnica. Ewagriusz zauważa (Praktikos 12), że po zwycięstwie nad acedią żaden inny demon nie przychodzi od razu, a duszę ogarnia głęboki pokój i niewysłowiona radość. Przejście przez pustkę bez ucieczki prowadzi do czegoś głębszego niż przed nią.
Jan Kasjan i św. Benedykt: praca jako tama
Jan Kasjan przeniósł nauczanie Ewagriusza na Zachód. Acedii poświęcił całą dziesiątą księgę Ustanowień. Jego główne lekarstwo to praca fizyczna. Powołuje się na św. Pawła, który pracował własnymi rękami i pisał, że kto nie chce pracować, niech nie je (2 Tes 3).
W tej księdze znajdują się dwa szczególnie wymowne fragmenty:
- Zdanie ojców egipskich (Ustanowienia X,23): mnicha, który pracuje, nęka jeden demon, a próżnującego niezliczone. To niemal dosłownie przypowieść z Mt 12: pusty dom przyciąga „siedmiu gorszych”.
- Historia abby Pawła (X,24). Mieszkał tak daleko na pustyni, że nie mógł sprzedawać swoich wyrobów. Mimo to przez cały rok wyplatał kosze z liści palmowych, a gdy zapełniły jaskinię, palił je i zaczynał od nowa. Pracował nie dla zysku, tylko po to, żeby serce i ręce nie pozostawały puste.
Św. Benedykt ujął to w Regule (rozdz. 48) krótko: otiositas inimica est animae, „bezczynność jest wrogiem duszy”. Stąd późniejsza benedyktyńska dewiza ora et labora: módl się i pracuj, bo modlitwa napełnia serce, a praca porządkuje dzień.
Lekarstwa Tomasza: myśl o dobru i… sen z kąpielą
Św. Tomasz daje prostą radę: acedię przezwycięża się, myśląc o dobrach duchowych (II-II, q. 35, a. 1). Im więcej o nich myślimy, tym bardziej zaczynają nam się podobać, a znużenie słabnie. To trochę jak z jedzeniem: kto długo nie je, traci apetyt, a apetyt wraca w trakcie jedzenia.
Przy omawianiu smutku w ogóle (I-II, q. 38) Tomasz wymienia lekarstwa zaskakująco ludzkie: każdą przyjemność, płacz, współczucie przyjaciół, kontemplację prawdy, a także sen i kąpiel. Wielki teolog wiedział, że człowiek jest jednością duszy i ciała. Czasem pierwszym krokiem do duchowego odrodzenia jest po prostu porządnie się wyspać.
Acedia a depresja: ważne rozróżnienie
Opisy acedii bywają podobne do objawów depresji, ale to nie to samo:
- Acedia jest stanem duchowym i moralnym: znużeniem dobrem duchowym, w którym jest element wyboru i na który działają środki duchowe.
- Depresja jest chorobą, która wymaga leczenia. Sygnałami ostrzegawczymi są m.in. utrzymujący się ponad dwa tygodnie obniżony nastrój, utrata zdolności odczuwania przyjemności, zaburzenia snu i apetytu, poczucie bezwartościowości oraz myśli o śmierci.
Oba stany mogą występować razem. Zdrowa tradycja duchowa nie każe wybierać między modlitwą a lekarzem. Rada Tomasza o śnie i kąpieli pokazuje, że już średniowieczni teolodzy traktowali poważnie ciało i psychikę.
Część X. Rozeznawanie duchów według św. Ignacego Loyoli
Jak to się zaczęło
Ignacy w 1521 roku został ciężko ranny w obronie Pampeluny. Podczas długiej rekonwalescencji w rodzinnym zamku Loyola nie miał romansów rycerskich, które lubił, więc czytał to, co było pod ręką: Życie Chrystusa Ludolfa Saskiego i żywoty świętych.
W Autobiografii (n. 8) opisuje odkrycie, od którego wszystko się zaczęło. Marzenia o rycerskiej sławie i damie serca były przyjemne, kiedy się im oddawał, ale potem zostawiały go suchym i niezadowolonym. Myśli o naśladowaniu świętych też były przyjemne, ale po nich zostawała radość i pokój. Ignacy zauważył, że różne poruszenia wewnętrzne pochodzą z różnych źródeł i że poznaje się je nie tylko po tym, jak smakują, lecz także po tym, co po sobie zostawiają. To jest sedno rozeznawania.
Pocieszenie i strapienie
W Ćwiczeniach duchowych Ignacy definiuje dwa podstawowe stany duszy.
Pocieszenie duchowe (Ćw. 316) to każde poruszenie, które rozpala miłość do Boga, a także każdy wzrost wiary, nadziei i miłości oraz wewnętrzna radość i pokój, które kierują duszę ku Bogu.
Strapienie duchowe (Ćw. 317) to stan przeciwny: ciemność i zamęt w duszy, pociąg do rzeczy niskich i ziemskich, niepokój, brak wiary, nadziei i miłości, oziębłość, lenistwo i smutek. Ignacy dodaje, że dusza czuje się wtedy jakby odłączona od swego Stwórcy i Pana.
To ostatnie określenie jest niemal dokładnym opisem „próżni”. Strapienie to doświadczenie pustego domu, a według Ignacego właśnie w tym stanie nieprzyjaciel działa najskuteczniej.
Kierunek ma znaczenie (reguły 1 i 2)
To jedna z najmądrzejszych obserwacji Ignacego i chroni przed naiwnym podziałem „dobre uczucia są od Boga, złe od diabła”.
- U człowieka, który idzie od grzechu do grzechu (Ćw. 314), zły duch podsuwa przyjemności i uspokaja, a dobry duch kłuje sumienie i budzi niepokój.
- U człowieka, który szczerze idzie ku Bogu (Ćw. 315), jest odwrotnie. Zły duch gryzie, zasmuca, stawia przeszkody i podsuwa fałszywe racje, a dobry duch daje odwagę, siłę, pocieszenie i pokój.
Ten sam niepokój może więc być głosem Boga albo podszeptem nieprzyjaciela. Rozstrzyga kierunek, w którym zmierza życie człowieka. Dla kogoś pogrążonego w grzechu wyrzuty sumienia są łaską. Dla kogoś, kto się nawraca, uporczywe „i tak się nie zmienisz” jest pokusą.
Co robić w strapieniu (reguły 5–9)
- W strapieniu nie zmieniaj decyzji (Ćw. 318). W czasie pustki nie należy porzucać dobrych postanowień podjętych w czasie pocieszenia. Strapienie to najgorszy moment na wielkie decyzje: rzucanie modlitwy, odchodzenie od wspólnoty, zrywanie zobowiązań.
- Działaj przeciwnie (Ćw. 319). Ignacy radzi, żeby w strapieniu właśnie wydłużyć modlitwę, więcej rozważać i uważniej robić rachunek sumienia. Tradycja nazywa to agere contra. Pustka chce, żebyś się wycofał, więc trzeba zrobić krok naprzód.
- Łaska wystarczy (Ćw. 320). Nawet gdy nie czujesz pomocy Boga, ona jest. Brak odczuwalnej łaski nie oznacza jej braku.
- Cierpliwość (Ćw. 321). Pocieszenie wróci. Strapienie nie jest stanem ostatecznym.
- Trzy przyczyny strapienia (Ćw. 322). Ignacy uczciwie mówi, że czasem strapienie wynika z naszej własnej opieszałości i zaniedbań. Czasem Bóg dopuszcza je, żeby nas wypróbować. Czasem ma nas nauczyć, że pocieszenie jest darem, a nie naszą zasługą.
Taktyka nieprzyjaciela (reguły 12–14)
Ignacy opisuje strategię zła trzema obrazami:
- Słaby wobec stanowczości, silny wobec ustępliwości (Ćw. 325). Kiedy człowiek zdecydowanie się sprzeciwia, pokusa słabnie. Kiedy zaczyna się wahać i negocjować, pokusa rośnie bez miary. Ignacy ilustruje to obrazem kłótni, który dziś brzmi dość archaicznie, ale myśl jest ponadczasowa.
- Fałszywy kochanek, który chce tajemnicy (Ćw. 326). Nieprzyjaciel chce, żeby jego podszepty pozostały w ukryciu. Kiedy wyjawisz je spowiednikowi lub kierownikowi duchowemu, tracą siłę. Próżnia lubi samotność, więc pierwszym krokiem do jej wypełnienia jest często po prostu rozmowa.
- Dowódca szukający najsłabszego punktu (Ćw. 327). Nieprzyjaciel jak wódz obchodzi twierdzę, bada umocnienia i atakuje tam, gdzie mur jest najsłabszy. W języku przypowieści: nie wchodzi tam, gdzie dom jest zamieszkany i strzeżony, tylko tam, gdzie zastaje pustkę. Każdy człowiek ma swoje „niestrzeżone miejsce”, więc warto wiedzieć, gdzie ono jest.
Anioł światłości (reguły drugiego tygodnia)
To przestroga dla ludzi już pobożnych i zaawansowanych. Zły duch potrafi przybrać postać anioła światłości (por. 2 Kor 11,14). Według Ignacego (Ćw. 332) wchodzi razem z dobrymi, pobożnymi myślami duszy, a wychodzi ze swoimi. Zaczyna od czegoś dobrego, np. gorliwości, surowości wobec siebie albo troski o czystość doktryny, a stopniowo prowadzi do niepokoju, pychy, osądzania innych, skrupułów czy rozpaczy.
Dlatego Ignacy radzi (Ćw. 333), żeby badać cały przebieg myśli: początek, środek i koniec. Jeśli wszystko jest dobre i prowadzi ku dobru, to znak dobrego ducha. Jeśli myśl kończy się w czymś złym, rozpraszającym albo mniej dobrym niż to, co dusza zamierzała, albo jeśli odbiera pokój, to znak, że wtrącił się nieprzyjaciel.
To ważne uzupełnienie tezy. Próżnia może się wypełnić złem nawet w człowieku bardzo religijnym, jeśli religijność odrywa się od miłości.
Rachunek sumienia: codzienne sprawdzanie, kto mieszka w domu
Ignacy uważał rachunek sumienia za tak ważny, że według tradycji jezuickiej pozwalał w razie pośpiechu opuścić inne praktyki, ale nie tę. W Ćwiczeniach (Ćw. 43) podaje jego pięć punktów:
- Dziękczynienie za dobrodziejstwa otrzymane od Boga. Zaczyna się od wdzięczności, nie od grzechów.
- Prośba o światło, żeby poznać swoje grzechy i je odrzucić.
- Przegląd dnia godzina po godzinie: myśli, słowa i czyny.
- Prośba o przebaczenie.
- Postanowienie poprawy z pomocą łaski.
Wystarczy 10–15 minut wieczorem. W duchu tezy o próżni można dodać kilka pytań:
- Co dziś najbardziej wypełniało moje serce i myśli?
- Komu albo czemu oddałem najwięcej uwagi? Uwaga jest bardzo uczciwą miarą tego, co naprawdę czcimy.
- Kiedy czułem się bliżej Boga, a kiedy dalej? Co do tego doprowadziło?
- Gdzie dziś był mój „słaby mur”?
Ignacy opisuje też rachunek szczegółowy (Ćw. 24–31). Wybiera się jedną konkretną wadę i sprawdza ją dwa razy dziennie, notując postępy. Zamiast walczyć ze wszystkim naraz, wzmacnia się jeden odcinek muru.
Część XI. Modlitwa Jezusowa: wschodnia szkoła napełniania serca
Problem: umysł nie umie być pusty
Najprecyzyjniejsze sformułowanie tezy o próżni w całej tradycji wschodniej znajduje się chyba u św. Diadocha z Fotyki, biskupa z V wieku. W jego Rozdziałach o doskonałości duchowej (59), które później weszły do Filokalii, pada spostrzeżenie zaskakująco nowoczesne psychologicznie. Kiedy przez pamięć o Bogu zamkniemy umysłowi wszystkie wyjścia, umysł koniecznie domaga się jakiegoś zajęcia, które zaspokoi jego potrzebę działania. Trzeba mu więc dać tylko jedno: modlitwę „Panie Jezu”.
To jest teza „duchowość nie znosi próżni” zapisana językiem praktyki. Diadoch nie mówi, że trzeba umysł opróżnić. Mówi, że umysłu nie da się opróżnić, więc trzeba mu dać właściwe zajęcie. Jeśli się tego nie zrobi, sam znajdzie sobie zajęcie, i to zwykle nie najlepsze.
Korzenie biblijne
Modlitwa Jezusowa wyrasta z kilku tekstów Nowego Testamentu:
- „Nieustannie się módlcie” (1 Tes 5,17). Wezwanie, które na pierwszy rzut oka wydaje się niewykonalne, bo jak można modlić się bez przerwy, skoro trzeba pracować, jeść i spać.
- Wołanie celnika (Łk 18,13): „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”.
- Wołanie niewidomego pod Jerychem (Łk 18,38): „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”.
- Imię ponad wszelkie imię (Flp 2,9–11), przed którym zgina się wszelkie kolano. Nie ma pod niebem innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4,12).
Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 2667) opisuje Modlitwę Jezusową właśnie jako połączenie chrystologicznego hymnu z Listu do Filipian z wołaniem celnika i niewidomych proszących o światło. Najbardziej znana forma to: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym”. Katechizm dodaje (KKK 2668), że wzywanie świętego imienia Jezus jest najprostszym sposobem nieustannej modlitwy.
Od pustyni do Athosu
Ojcowie pustyni praktykowali tzw. modlitwę jednego słowa (monologistos), czyli krótką formułę powtarzaną przez cały dzień, przy pracy i w drodze. Na Zachodzie Jan Kasjan w Rozmowach z Ojcami (X,10) zapisał naukę abby Izaaka, który polecał nieustanne powtarzanie wersetu z Psalmu 70: Deus in adiutorium meum intende; Domine ad adiuvandum me festina, czyli „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pospiesz ku ratunkowi memu”. Tym wersetem do dziś zaczynają się godziny Liturgii godzin, więc echo pustyni brzmi w Kościele codziennie.
Św. Jan Klimak w Drabinie raju (stopień 27) radził, żeby pamięć o Jezusie złączyła się z każdym oddechem. W innym miejscu tego dzieła zachęca, by bić nieprzyjaciół imieniem Jezus, bo nie ma mocniejszej broni na niebie ani na ziemi. Imię Jezus jest więc zarówno tym, co napełnia serce, jak i tym, co broni go przed złem.
Hezychazm (od greckiego hesychia, „cisza, pokój”) rozwinął się szczególnie na Górze Athos. W XIV wieku bronił go św. Grzegorz Palamas. Hezychaści uczyli, że celem modlitwy jest zjednoczenie z Bogiem, które może objąć całego człowieka, łącznie z ciałem.
Filokalia, czyli zbiór tekstów ojców o modlitwie i walce duchowej, została wydana w 1782 roku w Wenecji przez św. Nikodema Hagiorytę i św. Makarego z Koryntu. Paisjusz Wieliczkowski przełożył ją na język cerkiewnosłowiański. To z niej Modlitwa Jezusowa trafiła do szerokiego obiegu w Rosji.
„Opowieści pielgrzyma”
Najsłynniejszym wprowadzeniem do Modlitwy Jezusowej jest anonimowa rosyjska książka z XIX wieku, znana po polsku jako Opowieści pielgrzyma. Jej bohater, ubogi wędrowiec, słyszy w cerkwi słowa „Nieustannie się módlcie” i nie może przestać o nich myśleć. Szuka kogoś, kto wyjaśni mu, jak to możliwe. W końcu pewien starzec uczy go Modlitwy Jezusowej i każe mu odmawiać ją najpierw trzy tysiące razy dziennie, potem sześć, a potem dwanaście tysięcy. Z czasem modlitwa przestaje być wysiłkiem i zaczyna, jak mówi pielgrzym, „modlić się sama” w jego sercu.
To piękny literacki obraz domu, który przestał być pusty. Pielgrzym nie wyrzucił z siebie zła siłą woli, tylko wypełnił serce do tego stopnia, że dla zła po prostu zabrakło miejsca.
Jak praktykować
Tradycja daje kilka prostych wskazówek:
- Formuła. Pełna: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym”. Skrócone: „Panie Jezu, zmiłuj się”, a nawet samo „Jezu”.
- Rytm oddechu. Wielu łączy pierwszą część z wdechem („Panie Jezu Chryste, Synu Boży”), a drugą z wydechem („zmiłuj się nade mną grzesznym”).
- Czotki. To prawosławny sznur modlitewny z węzełkami, który pomaga liczyć powtórzenia, podobnie jak różaniec.
- Czas stały i czas „wolny”. Najpierw kilkanaście minut dziennie w ciszy, a potem przenoszenie modlitwy w ciągu dnia: w drodze, w kolejce, przy prostych pracach, w chwilach pokusy.
- W chwili pokusy. Gdy pojawia się zła myśl (prosbole, pierwszy etap pokusy), zamiast z nią dyskutować, wraca się do imienia Jezus. To praktyczne zastosowanie rady ojców, by rozbijać myśli o skałę, póki są małe.
Mistrzowie ostrzegali jednak przed jednym: nie należy szukać nadzwyczajnych przeżyć ani skupiać się na technice oddechu bez doświadczonego przewodnika. Celem nie jest stan psychiczny, tylko relacja z Osobą.
Ważna różnica: wypełnić, a nie opróżnić
W 1989 roku Kongregacja Nauki Wiary wydała list Orationis formas o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej, podpisany przez kard. Josepha Ratzingera. Dokument odnosi się do zainteresowania wschodnimi metodami medytacji.
Jego główna myśl brzmi tak: modlitwa chrześcijańska jest dialogiem z Bogiem osobowym, a nie techniką osiągania stanów psychicznych. Dokument przestrzega przed szukaniem pustki umysłu jako celu samego w sobie. W chrześcijańskim rozumieniu „pustka”, której chce Bóg, to wyrzeczenie się egoizmu, żeby zrobić miejsce dla Niego, a nie wewnętrzna próżnia. Jednocześnie list nie odrzuca wszystkiego hurtem. Przyznaje, że niektóre elementy wschodnich metod, np. dotyczące postawy ciała czy skupienia, mogą być pomocne, jeśli zostaną włączone w chrześcijańskie rozumienie modlitwy.
Niektórzy katoliccy autorzy i egzorcyści idą dalej i ostrzegają przed praktykami, których celem jest całkowite „wyłączenie” umysłu. Inni uważają, że takie ostrzeżenia bywają przesadne i wrzucają do jednego worka bardzo różne rzeczy. Oficjalnym punktem odniesienia pozostaje wyważony dokument z 1989 roku.
Logika jest jednak spójna z całą tezą. Modlitwa Jezusowa nie opróżnia domu, tylko wpuszcza do niego Gospodarza.
Zachodnie odpowiedniki
Modlitwa Jezusowa nie jest wyłącznie wschodnia. Na Zachodzie podobną funkcję pełnią:
- różaniec, czyli powtarzana modlitwa połączona z rozważaniem tajemnic życia Jezusa;
- kult Imienia Jezus rozwijany przez franciszkanów, zwłaszcza św. Bernardyna ze Sieny w XV wieku, któremu zawdzięczamy popularność monogramu IHS;
- krótkie modlitwy strzeliste („Jezu, ufam Tobie”, „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu”);
- śpiewy z Taizé, oparte na powtarzaniu krótkich fraz.
Część XII. Święci i doświadczenie walki duchowej
Prototyp: św. Antoni Pustelnik
Cała chrześcijańska tradycja walki duchowej wyrasta z jednej książki: Żywotu św. Antoniego napisanego przez św. Atanazego około 360 roku. Antoni odszedł na pustynię, a według żywotu demony atakowały go tam w przeróżnych postaciach: myśli, wizji, hałasów, a nawet fizycznych ciosów.
Najbardziej poruszająca scena (Żywot 10): po szczególnie ciężkiej nocy, gdy Antoni leżał pobity, nagle ogarnęło go światło i ból ustąpił. Antoni zapytał: „Gdzie byłeś, Panie? Dlaczego nie przyszedłeś od początku?”. Usłyszał odpowiedź, że Pan był przy nim cały czas i czekał, by zobaczyć jego walkę.
W swoich naukach (Żywot, rozdziały 21–43) Antoni powtarza kilka myśli, które potem przejęła cała tradycja:
- demony są słabe i nie mają władzy nad tym, kto należy do Chrystusa;
- straszą, bo nie mogą zrobić nic więcej; gdyby miały prawdziwą moc, wystarczyłby jeden, a nie cała gromada;
- boją się postu, czuwania, modlitwy, pokory, znaku krzyża, a przede wszystkim miłości do Chrystusa;
- nie trzeba się ich bać.
Proboszcz z Ars: hałasujący „Grappin”
Św. Jan Maria Vianney (1786–1859), proboszcz małej wioski Ars we Francji, był przez około trzydzieści lat nękany nocnymi hałasami, krzykami i niepokojeniem. Diabła nazywał żartobliwie „Grappin”, co znaczy mniej więcej „hak” albo „widły”. Według relacji biografów w 1857 roku zapaliło się nawet jego łóżko, kiedy był w kościele i spowiadał.
Ciekawe jest jego podejście. Nie robił z tych zjawisk sensacji i podchodził do nich z humorem. Zauważył przy tym pewną prawidłowość: kiedy w nocy „Grappin” szczególnie hałasował, następnego dnia do konfesjonału przychodził jakiś wielki grzesznik po latach. Mówił wtedy, że to dobry znak, bo „złowi się gruba ryba”. To niemal dokładna ilustracja drugiej reguły św. Ignacego: zło atakuje najmocniej tam, gdzie dusza zbliża się do Boga.
Proboszcz z Ars uczył też, że diabeł zostawia w spokoju tych, którzy już do niego należą, a kusi przede wszystkim tych, którzy chcą wyjść z grzechu. Nękanie było więc dla niego paradoksalnie znakiem, że jest po właściwej stronie.
Jego główną bronią był konfesjonał, w którym spędzał nawet kilkanaście godzin dziennie. Ludzie przyjeżdżali do niego z całej Francji. W języku przypowieści z Mt 12 proboszcz z Ars nie walczył z demonami bezpośrednio, tylko pomagał tysiącom ludzi „wymieść dom” i od razu wpuścić do niego Gospodarza.
Ojciec Pio: wszystko wyjawione kierownikom
Św. Pio z Pietrelciny (1887–1968), włoski kapucyn, opisywał w listach do swoich kierowników duchowych, o. Benedykta i o. Augustyna, zarówno mistyczne pocieszenia, jak i gwałtowne ataki złego ducha, także fizyczne. Diabła nazywał w tych listach m.in. „Sinobrodym” (Barbablù).
Najważniejsze jest nie to, co go spotykało, tylko sposób, w jaki sobie z tym radził. Ojciec Pio przez całe życie wszystko wyjawiał kierownikom duchowym. Jego obszerna korespondencja jest w istocie wcieleniem trzynastej reguły św. Ignacego: zło chce tajemnicy, a światło kierownictwa duchowego odbiera mu siłę.
Warto też pamiętać, że Kościół traktował Ojca Pio z dużą ostrożnością. W latach 20. i na początku lat 30. XX wieku Stolica Apostolska nałożyła na niego ograniczenia w działalności duszpasterskiej i badała nadzwyczajne zjawiska wokół niego. Dopiero później został w pełni zrehabilitowany, a w 2002 roku Jan Paweł II ogłosił go świętym. Ojciec Pio przyjmował te ograniczenia w posłuszeństwie, co samo w sobie było mocnym świadectwem.
Jego najbardziej znana rada jest bardzo prosta: „Módl się, ufaj i nie martw się”.
Św. Faustyna: płaszcz posłuszeństwa i miłosierdzie
Św. Faustyna Kowalska (1905–1938) w Dzienniczku kilka razy opisuje działanie złego ducha. Dwa wątki są szczególnie ważne.
Posłuszeństwo jako probierz. W Dzienniczku (939) zapisała słowa, które usłyszała od Jezusa: szatan potrafi okryć się nawet płaszczem pokory, ale nie umie włożyć płaszcza posłuszeństwa. To bardzo praktyczne kryterium rozeznawania. Zły duch potrafi naśladować pobożność, gorliwość, a nawet pokorę, czyli działać jako „anioł światłości” z ignacjańskich reguł drugiego tygodnia. Nie potrafi jednak przyjąć postawy pokornego zaufania wobec spowiednika i Kościoła. Faustyna w trudnych chwilach zawsze poddawała swoje przeżycia ocenie spowiedników, przede wszystkim bł. ks. Michała Sopoćki.
Miłosierdzie jako to, czego zło nienawidzi najbardziej. Faustyna zapisała w Dzienniczku, że zły duch szczególnie nienawidzi głoszenia Bożego miłosierdzia, bo przez nie nawet najbardziej zatwardziali grzesznicy odzyskują ufność i wracają do Boga. To bardzo głęboka intuicja. Najskuteczniejszym narzędziem zła nie jest grzech sam w sobie, tylko przekonanie, że po grzechu nie ma już powrotu. Rozpacz zamyka dom od środka. Miłosierdzie otwiera go z powrotem.
Tu łączą się wątki całego dokumentu. Jan Paweł II w Pamięci i tożsamości nazwał Boże Miłosierdzie ostateczną „granicą nałożoną złu”. W 2000 roku kanonizował Faustynę i ustanowił Niedzielę Miłosierdzia Bożego. Zmarł 2 kwietnia 2005 roku wieczorem, w wigilię tej właśnie niedzieli. Krótka modlitwa z obrazu Miłosierdzia, „Jezu, ufam Tobie”, jest dokładnie tym, czego szuka Diadoch z Fotyki: prostym zdaniem, które wypełnia serce i nie zostawia miejsca na rozpacz.
Czego uczą święci: wspólne lekcje
Choć Antoni, proboszcz z Ars, Ojciec Pio i Faustyna żyli w zupełnie różnych epokach i warunkach, ich doświadczenia układają się w zaskakująco spójne wnioski.
| Lekcja | Kto ją ilustruje | Związek z tezą o „próżni” |
|---|---|---|
| Zło atakuje najmocniej tam, gdzie dusza zbliża się do Boga | Proboszcz z Ars, reguła 2 św. Ignacego | Nasilenie walki bywa znakiem, że dom zaczyna być zamieszkany |
| Demony są słabe wobec Chrystusa | Św. Antoni | Gospodarz jest silniejszy niż „mocarz” |
| Zło chce ukrycia; trzeba wszystko wyjawić | Ojciec Pio, św. Faustyna, reguła 13 | Samotność sprzyja próżni |
| Szatan nie umie przyjąć posłuszeństwa | Św. Faustyna | Pobożność bez pokornego zaufania może być pustym, „przyozdobionym” domem |
| Rozpacz jest najgroźniejszą bronią zła | Św. Faustyna | Miłosierdzie otwiera dom, który rozpacz zamyka |
| Zwyczajne środki są najmocniejsze | Proboszcz z Ars (konfesjonał) | Spowiedź „wymiata dom” i wpuszcza Gospodarza |
| Nie robić z diabła centrum uwagi | Wszyscy powyżsi | Lęk przed złem nie może zająć miejsca Boga |
Humor i lekceważenie
Ta ostatnia lekcja zasługuje na osobne słowo. Wielu świętych i mistrzów traktowało złego ducha z wyraźnym lekceważeniem: Antoni kpił z bezsilności demonów, a proboszcz z Ars nadał diabłu żartobliwe przezwisko. C.S. Lewis umieścił na początku Listów starego diabła do młodego dwa motta, od Marcina Lutra i od św. Tomasza Morusa. Obaj, mimo że stali po przeciwnych stronach reformacji, mówili w gruncie rzeczy to samo: pyszny duch nie znosi szyderstwa, więc najlepiej go wyśmiać. To rzadki przykład ponadwyznaniowej zgody.
Według tej tradycji lęk i fascynacja złem dają mu w sercu miejsce, a spokojne lekceważenie mu je odbiera.
Nadzwyczajność nie jest miarą świętości
Trzeba to wyraźnie powiedzieć: Kościół kanonizuje ludzi za heroiczne cnoty (wiarę, nadzieję, miłość, pokorę, posłuszeństwo), a nie za nadzwyczajne zjawiska. Św. Jan od Krzyża w Drodze na Górę Karmel (II, 11) stanowczo radził, żeby nie przywiązywać się do nadzwyczajnych przeżyć, wizji ani objawień, a nawet je odrzucać. Mogą one zwodzić i karmić pychę, a wiara nie potrzebuje takich podpórek.
Opisane życiorysy świętych są więc wyjątkowe. Dla zdecydowanej większości ludzi walka duchowa wygląda zupełnie zwyczajnie: zniechęcenie zamiast modlitwy, telefon zamiast ciszy, drobna nieuczciwość, która „nic nie znaczy”, pretensje i żal, które powoli zajmują kolejne pokoje. Środki są również zwyczajne: modlitwa, spowiedź, Eucharystia, praca, wspólnota i miłość bliźniego.
Część XIII. Praktyka: nie tylko wymiatać, ale napełniać
Najgłębsza lekcja przypowieści z Mt 12 brzmi: nie wystarczy usunąć zło, trzeba wprowadzić dobro. Paweł pisze: „zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). W Liście do Filipian (4,8) zachęca, by myśleć o tym, co prawdziwe, godne, sprawiedliwe, czyste i miłe.
Według tradycji serce „napełnia się Bogiem” przez:
- modlitwę, także prostą, codzienną rozmowę z Bogiem, nie tylko formuły;
- słowo Boże, czytane regularnie, choćby po kilka wersetów;
- sakramenty, zwłaszcza Eucharystię i spowiedź, która w języku przypowieści jest właśnie „wymieceniem domu”, ale połączonym z zaproszeniem Gospodarza;
- konkretną miłość bliźniego, bo „Bóg jest miłością, a kto trwa w miłości, trwa w Bogu” (1 J 4,16);
- wspólnotę, bo wiara przeżywana w pojedynkę łatwiej słabnie.
Codzienny „plan napełniania domu”
Mądrość tradycji można zebrać w kilka prostych praktyk:
- Rano: krótka modlitwa i choćby kilka wersetów Pisma, czyli zapraszanie Gospodarza do domu na początku dnia.
- W ciągu dnia: krótkie modlitwy strzeliste albo Modlitwa Jezusowa, powtarzana tak, by stała się oddechem serca. Pokusy odpierać na samym początku, słowem Bożym, bez wchodzenia z nimi w rozmowę.
- Praca: sumienna i konkretna, jako tama przeciw bezczynności.
- Wieczorem: rachunek sumienia w pięciu punktach Ignacego, zaczynając od wdzięczności.
- Regularnie: spowiedź i Eucharystia, najlepiej ze stałym spowiednikiem, któremu można wyjawić „fałszywego kochanka”.
- Wspólnota: wiara przeżywana z innymi.
- Miłość bliźniego: konkretne dobro dla konkretnych ludzi, bo według św. Jana Bóg mieszka tam, gdzie jest miłość.
- W strapieniu: nie zmieniać dobrych postanowień, działać przeciwnie, czekać cierpliwie na powrót pocieszenia.
- Ciało i psychika: sen, ruch, odpoczynek, a gdy trzeba, pomoc lekarza. To również część troski o „dom”.
Skoro serce nie znosi próżni, nie wystarczy pilnować drzwi przed złem. Trzeba codziennie, cierpliwie i konkretnie napełniać dom Bogiem.
Część XIV. Synteza: jedna historia na wielu poziomach
Wszystkie omówione perspektywy opowiadają tę samą historię na różnych poziomach:
| Poziom | Jak powstaje próżnia | Co w nią wchodzi | Jak ją napełnić |
|---|---|---|---|
| Ewangelia | Dom wymieciony, ale niezamieszkany | „Siedmiu gorszych duchów” | Słuchać słowa i pełnić wolę Ojca |
| Augustyn | Odwrócenie się woli od Boga (causa deficiens) | Miłość własna, pycha i inne nieuporządkowane miłości | Uporządkowanie miłości (ordo amoris) |
| Tomasz i Pascal | Szukanie ostatecznego szczęścia w dobrach skończonych | Bogactwo, władza, sława, przyjemność | Bóg jako jedyny cel ostateczny, jedyny „przedmiot nieskończony” |
| Jan Paweł II | Kultura, która usuwa Boga jako miarę dobra i zła | Ideologie przejmujące rolę Boga | Wolność złączona z prawdą, Duch, który odnawia „tę ziemię” |
| Ojcowie pustyni i Tomasz | Acedia, czyli znużenie dobrem duchowym | Błądzenie umysłu ku temu, co zakazane | Wytrwałość, praca, słowo Boże, myśl o dobrach duchowych |
| Św. Ignacy | Strapienie: dusza „jakby odłączona od Stwórcy” | Podszepty nieprzyjaciela atakującego najsłabszy punkt | Rachunek sumienia, agere contra, jawność wobec kierownika duchowego, niezmienianie dobrych postanowień w strapieniu |
| Hezychaści | Umysł, który domaga się zajęcia | Rozproszenie i złe myśli | Imię Jezus złączone z oddechem |
| Święci | Ukrycie, lęk i rozpacz | Zniechęcenie i nękanie | Ufność w miłosierdzie, posłuszeństwo, spowiedź |
Wniosek jest wspólny. Według tej tradycji zło nie zaczyna się od ataku z zewnątrz, tylko od wewnętrznego odwrócenia się i niewypełnionego miejsca. Lekarstwem nie jest walka z ciemnością jako taką, bo jak mówi Augustyn, ciemności nie da się zobaczyć ani pokonać bezpośrednio. Lekarstwem jest wpuszczenie światła.
Zakończenie
Droga prowadzi od przypowieści o pustym domu, przez Augustyna, Tomasza i Pascala, Jana Pawła II, ojców pustyni, Ignacego i hezychastów, aż po świętych XIX i XX wieku. Wszyscy oni na różne sposoby potwierdzają tezę, że serce człowieka nie zostaje puste. Zawsze coś w nim zasiada na tronie: jeśli nie Bóg, to coś stworzonego, co zaczyna pełnić Jego rolę, czyli pieniądz, władza, przyjemność, ideologia albo własne ego. Według tradycji chrześcijańskiej to właśnie przez takie bożki zło zyskuje dostęp do człowieka, zwykle po cichu, a nie spektakularnie.
Najgłębsze wnioski są jednak zaskakująco proste.
Diadoch z Fotyki: umysł nie umie być pusty, więc trzeba dać mu imię Jezus.
Święta Faustyna: zło najbardziej nienawidzi ufności w miłosierdzie, więc trzeba mówić „Jezu, ufam Tobie”.
Św. Paweł (Ef 5,18) łączy to wszystko w jednym zdaniu, które przypomina Junga i jego spiritus contra spiritum: „Nie upijajcie się winem, (…) lecz napełniajcie się Duchem”. Człowiek zawsze czymś się napełnia. Pytanie brzmi tylko, czym.
Siła tej myśli nie polega więc na straszeniu szatanem, tylko na zaproszeniu. Skoro coś i tak wypełni serce, warto, żeby był to Ten, dla którego zostało ono stworzone.