Św. Jan Maria Vianney – jak walczył z demonami
W skrócie: Jan Maria Vianney nie walczył z demonem spektakularnymi egzorcyzmami. Jego bronią były modlitwa, surowa pokuta, pokora i spokój, który często przechodził w lekceważenie, a przede wszystkim to, że mimo nękania nigdy nie przerwał pracy w konfesjonale. Ataki diabła z czasem zaczął wręcz uważać za dobry znak.
Kim był
Jan Maria Vianney (1786–1859) to proboszcz małej wioski Ars niedaleko Lyonu. Przybył do Ars 13 lutego 1818 roku jako wikariusz (desservant), a w 1821 roku, gdy Ars otrzymało status parafii, został jej proboszczem. Kanonizowano go w 1925 roku, a w 1929 roku papież Pius XI ogłosił go niebiańskim patronem duchowieństwa parafialnego.
Diabła nazywał pogardliwie „le grappin”. Było to przezwisko, które sam nadał szatanowi. Po francusku grappin oznacza hak, kotwiczkę lub chwytak. Takie przezwisko celowo pozbawia przeciwnika powagi.
Jak nazwać to, co przeżywał
Jego doświadczenia nie były opętaniem. Szatan nie przejmował kontroli nad jego ciałem i wolą, tylko atakował go od zewnątrz. Mówi się o tzw. „oblężeniu” demonicznym, czyli jednej z form, w których zły duch próbuje zastraszyć człowieka strasznymi zjawami albo hałasami.
Terminologia różni się w zależności od autora:
- W słowniku katolickim o. Johna Hardona doświadczenia Vianneya określono jako obsesje (obsessio), którym proboszcz był często poddawany.
- Inni duszpasterze, na przykład proboszcz z diecezji Rodez w homilii o działaniu złego ducha, wyróżniają cztery formy działania diabła:
- pokusę, czyli próbę zepsucia woli i odwrócenia jej od dobra;
- dręczenia (vexations), czyli dziwne zjawiska wywoływane przez diabła, żeby niepokoić dusze, zwykle jako forma prześladowania osób, które mu się opierają; w tym ujęciu przypadek Vianneya to klasyczne dręczenie;
- obsesję, czyli stan, w którym wyobraźnia jest wbrew woli człowieka całkowicie zdominowana przez zło;
- opętanie, czyli rzadki przypadek, gdy zły duch przejmuje umysł, wolę i ciało.
Niezależnie od nazwy sedno jest to samo: Vianney był atakowany z zewnątrz, a nie opętany.
Nękanie trwało bardzo długo. Według francuskich źródeł przez około trzydzieści lat, inne podają ponad dwadzieścia lat.
Jak to się zaczęło
Źródła różnią się co do daty. Jedne podają, że pod koniec 1823 roku w nocy na plebanii zaczęły rozlegać się dziwne odgłosy, inne mówią, że ataki zaczęły się na początku zimy 1824–1825 roku, kiedy bezlitosna asceza doprowadziła proboszcza na skraj śmierci.
Vianney nie od razu pomyślał o czymś nadprzyrodzonym. Sam wspominał, że brał hałasy za robotę złodziei, którzy chcieli ukraść piękne paramenty podarowane kościołowi przez wicehrabiego d’Ars, więc postanowił się zabezpieczyć. Poprosił silnych mężczyzn z wioski, żeby nocami pilnowali plebanii.
Jednym z nich był wiejski kołodziej Verchère. Po północy usłyszał przerażające odgłosy, wystraszył się i nigdy więcej nie chciał tam nocować. Jego strzelba, z którą przyszedł pilnować plebanii podczas pierwszych manifestacji „grappina”, do dziś znajduje się w domu świętego proboszcza. Złodziei oczywiście nigdy nie znaleziono.
Warto pamiętać, że Vianney nie był na początku bohaterem bez lęku. Kiedy zaczęła się ta nowa próba, odczuwał śmiertelny strach. Spokój, z którego jest znany, przyszedł z czasem.
Czego doświadczał
Hałasy i odgłosy
- Pewnej nocy, zanim jeszcze się położył, usłyszał trzy potężne uderzenia w drzwi od podwórza, jakby ktoś chciał je wyważyć pałką.
- Opowiadał, że „grappin” hałasował jak ktoś, kto okuwa beczkę żelaznymi obręczami.
- 18 sierpnia 1825 roku diabeł „śpiewał w kominie jak słowik”, innym razem ryczał jak lew albo śpiewał piosenkę. Proboszcz skwitował to krótko: diabeł ma bardzo brzydki głos.
- Według przekazów nocami rozlegały się też dźwięki tłuczonego szkła, odgłosy konia, psa, bębna, gwizdy i piskliwe śpiewy, nieraz przez kilka godzin.
Głosy i drwiny
W nocy słyszał szyderstwa, upiorne głosy, złowrogie śpiewy i krzyki. Najsłynniejsze było wołanie po imieniu połączone z wyzwiskiem: „Vianney! Vianney! Zjadaczu kartofli!”. To drwina z jego postu, bo przez lata żywił się głównie gotowanymi ziemniakami.
Ataki fizyczne
- Diabeł zrzucał go z łóżka, a on mimo to zachowywał spokój.
- Podczas misji w Montmerle czuł, jak ktoś raz po raz potrząsa nim w konfesjonale.
Pożar łóżka (1857)
To najsłynniejsze wydarzenie. Vianney miał właśnie odprawiać Mszę, gdy powiedziano mu, że pali się jego łóżko. Uznał, że diabłu chodzi o to, by przeszkodzić mu w Eucharystii, więc oddał klucze, żeby inni ugasili ogień, i powiedział, że skoro łotr nie mógł złapać ptaka, podpalił mu klatkę. Według tradycji ogień zatrzymał się przy relikwiach św. Filomeny, którą proboszcz szczególnie czcił. W sanktuarium w Ars przechowuje się jego skromny dobytek, w tym na wpół spalone łóżko.
Pokusy wewnętrzne
Te były chyba najcięższe. Szatan podsuwał mu obraz otchłani otwierającej się pod stopami i szeptał, że wkrótce wpadnie do piekła. Przez całe życie Vianney zmagał się z poczuciem całkowitej niegodności, które chwilami kazało mu sądzić, że czeka go potępienie.
Jak walczył – jego „bronie”
1. Modlitwa i umartwienie
Na tym opierała się cała jego walka. Według tradycji demon przez długie lata zakłócał mu i tak krótki nocny odpoczynek, żeby go wyczerpać i zmusić do porzucenia pracy nawracania dusz, ale proboszcz pokonał go umartwieniem i modlitwą. Na hałasy odpowiadał znakiem krzyża, wezwaniem imienia Jezusa i Maryi oraz zwykłą, wytrwałą modlitwą. Nie urządzał dramatycznych „pojedynków”. Rozumiał lekcję z Ewangelii, że niektórych demonów nie wypędza się inaczej niż modlitwą i postem (por. Mk 9,29).
Pokuta była u niego naprawdę radykalna. Pościł bardzo surowo, sypiał zaledwie kilka godzin, używał dyscypliny (biczowania) i włosiennicy. Często sypiał na gołej podłodze, a za poduszkę służyła mu wiązka chrustu. Drwina „zjadaczu kartofli” pokazuje, że diabła uwierało właśnie to, co proboszcz praktykował najwytrwalej.
2. Brak lęku, lekceważenie, a nawet humor
Samo przezwisko „grappin” było formą pogardy, bo przeciwnika, z którego można zażartować, trudniej się boi. Nawet przy szczególnie zajadłych atakach proboszcz pozostawał niewzruszony i mówił, że z „grappinem” są już niemal kompanami. Uspokajał też innych. Kiedy ktoś z domowników przestraszył się nocnych hałasów, mówił mu, że nie trzeba się bać, bo to tylko „grappin”.
Ważne jest to, czego nie robił. Nie wdawał się z diabłem w rozmowy, nie dopytywał o nic i nie szukał nadzwyczajnych zjawisk. Traktował je jak uciążliwego intruza, któremu nie należy poświęcać uwagi. Tę samą zasadę Kościół do dziś zaleca w walce duchowej.
3. Odczytywanie ataków jako znaku – „gruba ryba”
To chyba najbardziej charakterystyczny rys jego postawy. Z czasem zauważył, że wzmożone napaści „grappina” zapowiadały to, co nazywał „grubą rybą”, czyli przyjście do konfesjonału katolika od dawna odciętego od Kościoła. Przyjmował te udręki, bo rozumiał, że diabeł atakuje go z powodu wielu grzeszników, którzy się dzięki niemu nawracali. Dzięki temu lęk zamieniał się w nadzieję. Głośna noc oznaczała dla niego, że następnego dnia ktoś wróci do Boga.
Biografowie opisują znane zdarzenie z misji jubileuszowej w Saint-Trivier-sur-Moignans (1826). Inni księża żartowali, że jego „diabeł” to skutek głodówek i wyobraźni. W nocy rozległ się jednak potworny hałas, a łóżko Vianneya zostało przeciągnięte przez pokój. Przerażeni duchowni zbiegli się do jego pokoju, a on spokojnie przeprosił, że ich nie uprzedził, i zapowiedział, że jutro przyjdzie „gruba ryba”. Następnego dnia do spowiedzi przyszedł człowiek od lat daleki od Kościoła.
4. Nieprzerywanie pracy
Diabłu, jak sam Vianney rozumiał, chodziło o to, żeby go zmęczyć i odciągnąć od konfesjonału. Najskuteczniejszą odpowiedzią było więc robić dalej swoje. Mimo nieprzespanych nocy wstawał przed świtem i szedł do kościoła. Pod koniec życia, w 1858 roku, gdy do Ars przybyło około 100 tysięcy pielgrzymów, spędzał w konfesjonale nawet 17 godzin dziennie. Historia z pożarem dobrze to ilustruje: nie pobiegł ratować swojego pokoju, tylko oddał klucze i poszedł odprawiać Mszę.
5. Pokora
Tradycja duchowa Kościoła powtarza, że diabeł potrafi naśladować post i czuwanie, bo sam nie je i nie śpi, ale nie potrafi naśladować pokory. U Vianneya pokora była widoczna na każdym kroku. Krąży o nim taka anegdota: pewien zazdrosny o jego sławę sąsiedni ksiądz rozpuścił petycję o usunięcie go z Ars z powodu braków w wykształceniu. Gdy Vianney się o tym dowiedział, sam ją podpisał i wysłał do biskupa. Słynne słowa, które wykrzyczał do niego demon ustami opętanej kobiety, przytoczono niżej w części o opętanych.
6. Posłuszeństwo i ufność wobec pokus rozpaczy
Najtrudniejszy front był wewnętrzny: lęk przed potępieniem, poczucie niegodności i pragnienie ucieczki. W 1843 roku, po ciężkiej chorobie, po raz pierwszy uciekł z Ars. Takich „ucieczek” było więcej, bo przerastał go ogrom obowiązków proboszcza. Za każdym razem jednak wracał. Walczył z rozpaczą posłuszeństwem biskupowi i zaufaniem do Bożego miłosierdzia, a nie własnym poczuciem, że jest w porządku. Do końca życia dręczył go lęk, że zostanie potępiony i że źle służył Panu, a mimo to nie zszedł ze swojego posterunku.
7. Sakramenty i wstawiennictwo
Całą jego posługę można odczytać jako kontratak. Każda spowiedź i każda Msza odbierały diabłu konkretną duszę. Wielkie znaczenie miały dla niego także nabożeństwo do Maryi i do św. Filomeny, której przypisywał wszystkie łaski i cuda w Ars, żeby nie przypisywano ich jemu.
Opętani w Ars
Gdy sława proboszcza się rozeszła, przyprowadzano do niego także osoby uważane za opętane. Z tych spotkań pochodzą najczęściej cytowane słowa. Według biografii ks. François Trochu diabeł ustami opętanej kobiety wykrzyczał, jak bardzo Vianney zadaje mu cierpienie, i dodał, że gdyby na ziemi było trzech takich jak on, jego królestwo zostałoby zniszczone. Nie ma w tym przypadku: Kościół uczynił potem proboszcza z Ars patronem kapłanów.
Krąży też anegdota o opętanej, która publicznie wyliczała grzechy obecnych osób. Kiedy zobaczyła Vianneya, krzyknęła, że jemu nie ma nic do zarzucenia. Po chwili jednak, jakby znalazła coś obciążającego, wypomniała mu, że kiedyś wziął jedno winogrono. Ta historia, jeśli jest prawdziwa, dobrze oddaje wrażenie, jakie robiła na świadkach jego czystość sumienia.
Niektóre przekazy dodają, że diabeł ukazywał mu się często pod postacią wielkiej czarnej ropuchy, zwłaszcza przed przyjściem „wielkiego grzesznika”. Takie szczegóły warto jednak traktować ostrożniej niż relacje świadków hałasów czy pożaru.
Klucz do jego postawy wobec opętanych podaje tekst francuskiego przeoratu wydany na 150. rocznicę śmierci świętego: proboszcz rozumiał lekcję z Ewangelii, że niektórych demonów nie wypędza się inaczej niż modlitwą i postem (por. Mk 9,29). Jego „bronią” nie były więc spektakularne obrzędy, tylko życie, które samo w sobie było modlitwą i pokutą.
Wzór, który sam sobie wybrał: św. Antoni Pustelnik
To mało znany, a bardzo ciekawy szczegół. W pouczeniu o pokusach Vianney opowiada swoim parafianom historię św. Antoniego z Egiptu. Diabeł najpierw próbował przestraszyć pustelnika okropnym hałasem, potem pobił go tak dotkliwie, że zostawił go na wpół martwego i pokrytego ranami. Antoni odpowiedział, że jest gotów walczyć dalej i że nic nie oddzieli go od Chrystusa. Demony wzmagały wysiłki i wydawały straszne krzyki, ale on pozostał niewzruszony, bo całą ufność złożył w Bogu. Proboszcz kończy wezwaniem, żeby być zawsze gotowym do walki, ufać Bogu, pościć i modlić się, bo wtedy diabeł nie zdoła nas oddzielić od Jezusa ani na tym, ani na tamtym świecie.
Łatwo zauważyć, że Vianney opisuje tu niemal własne noce: hałasy, przemoc fizyczną, krzyki. Gdy mówił o Antonim, w gruncie rzeczy mówił o sobie, choć z pokory nigdy wprost tego nie przyznał.
Czego uczył o walce z pokusami
Jego katechezy i kazania, spisane przez słuchaczy, zawierają całą praktyczną „strategię”. Oto najważniejsze myśli w parafrazie:
1. Wszyscy jesteśmy podatni na zło, więc trzeba strzec „bram”. Trzeba czuwać nad umysłem, sercem i zmysłami, bo to bramy, przez które wchodzi diabeł. Ten krąży wokół nas bez przerwy, a jego jedynym zajęciem na świecie jest szukanie sobie towarzyszy.
2. Szatan najmocniej kusi tych, którzy są blisko Boga albo próbują wyrwać się z grzechu. Ludzi, którzy i tak żyją w grzechu, nie musi szczególnie niepokoić.
3. Pokusa nie jest grzechem, a jej siła świadczy o wartości duszy. Najwięksi święci bywali najbardziej kuszeni. O wartości naszej duszy świadczą wysiłki, jakie diabeł wkłada w to, by ją zgubić: piekło sprzymierza się przeciw niej, a niebo staje po jej stronie. Kto czuje się szczególnie atakowany, nie powinien więc wpadać w panikę, bo to znak, że jego dusza jest cenna. Ta myśl tłumaczy też jego własne doświadczenia.
4. Sami nic nie możemy, z Bogiem wszystko. Nie da się wygrać z diabłem własnymi siłami, ale z Bożą pomocą można wszystko. Imię Jezus obala demony i zmusza je do ucieczki, a stoczone z jego wezwaniem bitwy stają się zwycięstwami, za które czeka korona w niebie.
5. Trzy rzeczy absolutnie konieczne. Mówił, że przeciw pokusie konieczne są trzy rzeczy: modlitwa, która oświeca, sakramenty, które umacniają, i czujność, która chroni.
6. Nie wchodzić w dyskusję z pokusą, tylko natychmiast się od niej odwrócić i zwrócić do Boga.
7. Uciekać od okazji i nie ufać sobie. W kazaniu o wytrwałości postawił sprawę ostro: albo piekło, albo ucieczka, nie ma złotego środka. Chodziło mu o to, żeby nie igrać z okazjami do grzechu, tylko od razu się od nich oddalać. Częścią pokory jest właśnie to, żeby nie ufać własnym siłom.
8. Chrześcijanin czuwa z mieczem w ręku. Dobry chrześcijanin czuwa nieustannie, z mieczem w dłoni. Diabeł nic mu nie zrobi, bo taki człowiek opiera mu się jak wojownik w pełnej zbroi i nie boi się go, bo usunął ze swojego serca wszystko, co nieczyste. Ten obraz dobrze tłumaczy jego własny brak lęku: kto ma czyste sumienie, nie daje przeciwnikowi punktu zaczepienia.
9. Do zachowania czystości potrzebne są trzy rzeczy: obecność Boga, modlitwa i sakramenty. Do tego dochodzi czytanie dobrych książek, które karmi duszę.
10. Korzystać z sakramentów i uciekać się do pomocy z nieba, szczególnie do spowiedzi i Komunii, a także do Maryi i Anioła Stróża.
Jak demaskował taktyki diabła
Vianney był świetnym „analitykiem” metod przeciwnika. Te, które opisywał najczęściej:
- Rozproszenie wyobraźni. Gdy diabeł widzi duszę dążącą do życia wewnętrznego, próbuje ją od niego odwieść, napełniając wyobraźnię tysiącem urojeń. Dobry chrześcijanin ich nie słucha, tylko idzie dalej.
- Fałszywe obietnice. Wobec słabszych diabeł działa podstępnie. Podsuwa przyjemność, a żeby zagłuszyć sumienie, szepcze łagodnym głosem, że to już ostatni raz. Przy następnej okazji człowiek upada jeszcze łatwiej niż za pierwszym razem.
- Wstyd przy spowiedzi. Kiedy grzesznik idzie do spowiedzi, diabeł wzbudza w nim wstyd. Taki człowiek mówi półsłówkami, ścisza głos, tłumaczy się, a nawet zataja grzechy. Proboszcz, który spędzał w konfesjonale kilkanaście godzin dziennie, znał to aż za dobrze.
- Rozpacz. To pokusa, z którą sam walczył najdłużej. Uczył, że przekonanie, iż ma się zbyt wiele grzechów, by Bóg mógł przebaczyć, jest wielkim bluźnierstwem, bo stawia granicę Bożemu miłosierdziu, które granic nie ma. Dodawał, że nawet ktoś, kto narobił tyle zła, że wystarczyłoby go na zgubę całej parafii, otrzyma przebaczenie, jeśli się wyspowiada, żałuje i postanowi poprawę.
- Lęk przed cierpieniem. Zauważał, że największym krzyżem jest często sam lęk przed krzyżem.
Jak znosił udrękę – osobiste wyznanie
W katechezie o cierpieniu jest rzadki u niego fragment autobiograficzny. Opowiada, że próbował znosić przeciwności przez cztery czy pięć lat. Był oczerniany, krytykowany i poniewierany, a krzyży miał niemal więcej, niż mógł unieść. Wtedy zaczął prosić o miłość do krzyży i stał się szczęśliwy. Dodaje, że nie należy się zastanawiać, skąd przychodzą krzyże, bo zawsze pochodzą od Boga, który daje nam w ten sposób okazję do okazania Mu miłości.
To wyjaśnia, skąd brał się jego spokój wobec „grappina”. Nie walczył z cierpieniem, tylko je przyjmował i ofiarowywał, a to odbierało diabłu główny cel, czyli zniechęcenie go i zmuszenie do ucieczki.
Praktyczne wnioski dla zwykłego człowieka
Z jego życia i nauczania wynika kilka prostych zasad:
- Nie bać się przesadnie. Diabeł nie ma władzy nad kimś, kto trwa przy Bogu. Lęk jest jego narzędziem.
- Nie wchodzić w dialog z pokusą. Od razu się odwrócić i wezwać imienia Jezus.
- Regularnie korzystać ze spowiedzi, nie dać się zawstydzić i niczego nie zatajać.
- Żyć sakramentami, szczególnie Eucharystią.
- Modlić się codziennie, nawet krótko, ale z serca.
- Praktykować małe umartwienia. Nie chodzi o heroiczny post Vianneya, tylko o drobne wyrzeczenia, których nikt nie widzi.
- Uciekać od okazji do grzechu, a nie sprawdzać, „ile wytrzymam”.
- Nie wpadać w rozpacz po upadku. Miłosierdzie Boga nie ma granic.
- Traktować trudności jako znak, że jest się na dobrej drodze, a nie jako dowód porażki.
- Uciekać się do Maryi i Anioła Stróża.
Warto pamiętać o jednym zastrzeżeniu. Jego surowej ascezy nie należy naśladować dosłownie. On sam w katechezie przestrzegał, że człowiek, który musi następnego dnia ciężko pracować, nie powinien spędzać pół nocy na modlitwie ani pościć ponad siły, bo nie wypełni wtedy swoich obowiązków. Lepiej zjeść śniadanie i umartwić się w inny sposób. Roztropność była dla niego częścią świętości.
Jak do tego podchodzić dziś
Relacje o „grappinie” pochodzą od świadków przesłuchiwanych w procesie beatyfikacyjnym oraz od biografów. Najważniejsi z nich to ks. Alfred Monnin, Katarzyna Lassagne, współpracowniczka proboszcza, i ks. François Trochu, autor najobszerniejszej biografii. Część zjawisk słyszały osoby postronne, jak Verchère czy księża z Saint-Trivier.
Sceptycy zwracają uwagę, że skrajny post, chroniczny brak snu i wyczerpanie mogą powodować zaburzenia percepcji. To argument, który warto znać. Trudniej nim jednak wyjaśnić relacje innych świadków. Kościół nie wymaga od wiernych wiary w konkretne nadzwyczajne zjawiska, a kanonizacja dotyczyła heroiczności cnót Vianneya, nie „efektów specjalnych”. Nawet świecka encyklopedia Universalis podkreśla jego niezwykłą wytrzymałość i to, że mimo poważnych kłopotów zdrowotnych i surowej ascezy wciąż wracał do swoich licznych zajęć.
Najważniejsza lekcja z jego historii jest bardzo prosta. Jego „metoda” nie polegała na niczym nadzwyczajnym: to modlitwa, sakramenty, wierność obowiązkom, pokora i brak lęku. Te środki są dostępne każdemu.
Pamiątki w Ars i Ars dziś
W dawnej plebanii, nazywanej dziś „Domem świętego Proboszcza”, zachował się pokój, w którym przeżył dużą część pokus i ataków „grappina” i w którym zmarł 4 sierpnia 1859 roku. Można tam zobaczyć:
- łóżko, na którym umarł,
- „spalone” łóżko,
- strzelbę Verchère’a.
Sanktuarium w Ars obchodziło niedawno stulecie kanonizacji świętego (1925–2025), a jubileusz otwarto Mszą w uroczystość Wszystkich Świętych. Jesienią 2025 roku na miejscu wystawiono spektakl o jego procesie kanonizacyjnym, w którym jeden z aktorów-amatorów grał właśnie „grappina”. Tej samej jesieni w Ars odbyły się rekolekcje dla około 300 kapłanów. Historia nocnych zmagań proboszcza wciąż jest więc żywa.
Jeśli chcesz zgłębić temat, najpełniejszym źródłem jest biografia ks. François Trochu „Proboszcz z Ars”.
Źródła
- Geneawiki – Maison du Saint Curé, Ars-sur-Formans
- SpiritualDirection.com – „Eater of Potatoes!” (fragment książki H. Ghéona)
- ACI Prensa – Dlaczego diabeł nie dawał spać Proboszczowi z Ars
- RCF – Le saint Curé d’Ars
- Catholic Exchange – Priest for Times of Terror
- Aleteia – The Devil vs. St. Jean Vianney
- Aleteia – Le saint Curé d’Ars ou le feu du sacerdoce
- Clerus.org – Ważne daty z życia Proboszcza z Ars
- Catholic Culture – Ars (shrine)
- Encyclopædia Universalis – Jean Marie Vianney
- Mały katechizm Proboszcza z Ars (wybór, archive.org)
- Homilia: Le diable existe. Il peut être vaincu – diecezja Rodez
- F. Trochu, The Curé d’Ars – opis wydania
- Catholic Insight – The Cure of Ars: A Model for Priests
- Opus Dei – Méditation, 1. niedziela Wielkiego Postu
- La Sainte Ampoule nr 177 (2009)
- Saints patrons – Saint Jean-Marie Vianney
- T&D – On the Devil… and St. John Vianney
- RCF – L’invité local